Blog
W szprychy
Jerzy Jachowicz
Jerzy Jachowicz dziennikarz śledczy, publicysta
54 obserwujących 32 notki 44449 odsłon
Jerzy Jachowicz, 25 lutego 2007 r.

Dajmy szansę Elizie Michalik

  Aferę wokół plagiatów Elizy Michalik poznałem dopiero kilka dni temu, kiedy na naszym blogu  przeczytałem apel Igora Janke o zamknięcie sprawy. Kiedy jednak dziś zobaczyłem tekst w „Rzeczpospolitej” o tej historii postanowiłem zwrócić do Igora i Bogny, a przede wszystkim do internautów naszego blogu.

Nie będę rozdrapywał teraz kwestii, czy mam prawo zabierać głos w tej sprawie i to z pozycji, które za chwilę wyłuszczę.

  

Otóż chciałbym prosić wszystkich, abyśmy dali dziewczynie szansę powrotu do nas na blog. Abyśmy nie przekreślali jej jako dziennikarki.

 

Zakładam, że prawda materialna jest taka, jak ustalili to nasi internauci. A więc, że dokonała kradzieży intelektualnej, popełniając plagiaty. Nie wiem ile razy. Jeden, dwa, trzy. Dziś jeden widziałem w „Rzepie”. Oczywiście rzecz cała byłaby prostsza, gdyby przyznała się do nadużycia jakie jej się zdarzyło. Ale widać teraz tego zrobić nie potrafi. Prawdę mówiąc trochę rozumiem,  z jakiego powodu nie stać ją teraz na swego rodzaju heroizm: „Tak zrobi łam to. To straszny błąd w moim życiu. Przepraszam wszystkich. Mam nadzieję, że już nigdy mi się to nie zdarzy”.  Nie wymagajmy za wiele. Dziewczyna czuje się jak w pułapce. Jest załamana. Być może nawet w depresji. Rozumie, że z powodu głupoty, nieostrożności, niedbalstwa, chęci chwilowego zaimponowania, pustej potrzeby popisywania się, zawalił się jej świat, w którym istniała. Że może wypluć ja na zewnątrz środowisko, z którym wiązała swe dalekosiężne plany życiowe. Że może ją odrzucić. I nie widzi dla siebie ratunku. Więc jest przekonana, że tylko wyparcie się swego nadużycia jest w stanie uratować jej dobre imię, jej przyszłość. Nie wiadomo, czy my będą w jej sytuacji nie popełnilibyśmy jej błędu. Ja wierze w to, że jeśli przyjmiemy ja z powrotem do siebie, jeśli wróci za jakiś czas do równowagi psychicznej, może nawet publicznie będzie ja stać na powiedzenie nam wszystkim prawdy.                                                

Dlatego właśnie dałbym jej szansę. Bo wierzę, że potrafi ją obrócić na własne dobro, na korzyść na wszystkich, dzięki temu, co jeszcze w życiu dokona. Wartościowego i dobrego.

  

Żeby była jasność.  Nie znam Elizy Michalik. Nigdy nie zamieniłem z nią jednego słowa. Widziałem ją jedynie kilka razy w telewizji i czytałem kilka jej  tekstów. Nigdy też nie przekonała mnie do siebie jako kobieta i jako dziennikarka. Jako kobieta wydawała mi się zbyt jarmarczna. Używa zbyt ostrego makijażu, a nosi stroje, bliskie temu co się określa jako  wyzywające. Brak w niej kobiecej delikatności. Te cechy odbijały się także w tym, co mówi, a głównie jak mówi.  Z jakąś nadzwyczajną pewnością siebie, bez należytej dla jej dorobku dziennikarskiego skromności. Położyłbym to jednak na karb jej zakompleksieni, nieco prowincjonalnego braku pewności własnej wartości, przy jednoczesnym nadmiarze ambicji. To daje taką dziwną mieszankę, nad  którą  Eliza M. nie umie jeszcze do końca zapanować. I sta pewnie różne potknięcia. Ale kto z nas ich w życiu nie miał?

 

Wiem, że czasami mam skłonność do zbyt dosadnych ocen i wygórowanych oczekiwań, więc i moja opinia o wizerunku Elizy Michalik może być nie w pełni obiektywna. Aby być wobec niej sprawiedliwym, muszę jednocześnie dodać natychmiast, że jest to niewątpliwie uzdolniona. Ładnie pisze. Potrafi z pasją przedstawiać swoje racje, zdecydowanie przeciwstawić się sprawom, które uważa  za szkodliwe. Używa klarownego języka. Na pewno lubi ją kamera, bo jest zwykle bardzo wyrazista i sądzę, że dla wielu także atrakcyjna jako kobieta, co w odbiorze telewizyjnym nie jest bez znaczenia.

 

Wydaje się, że powinniśmy dziewczynie pomóc wygrzebać się z jej poważnego kłopotu. Uznać to, co zrobiła za błędy niedojrzałości. I dać jej możliwość rehabilitacji.

Nie potrzeba nadzwyczajnej wyobraźni,  żeby stwierdzić, że ostatnie dni były dla niej dostateczną karą. Szczególnie dzisiejszy dzień, w którym zobaczyła publikację o swoich grzeszkach. Kiedy uświadomiła sobie, że sprawa wyszła poza kilkutysięczny blog i zatoczyła krąg kilkuset tysięcy ludzi.

Od  nas ruch koła został puszczony w jedną stronę, od nas powinien rozpocząć  się ruch w odwrotnym kierunku.     

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale